To znów ja xd Przepraszam za moją nieobecność. Wstawię tu kilka zdjęć. Bo czuje się wina,że nic nie wstawiłam od dawna :/
Tak więc, zapraszam do oglądania. :3
J.K.
Jeśli czujesz, że nie dajesz już rady, wstań, pomyśl o ludziach, którym w ten sposób zrobisz na złość.
niedziela, 6 lipca 2014
Przerywnik
Info
No cóż, notka jest w fazie tworzenia. Pojawi się pewnie dziś w nocy :/ niestety wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez 2tygodnie :( jednak postaram się coś napisać i jak tylko wrócę to wstawię. A tymczasem życzę miłych wakacji i weny blogerom i blogerkom :33
J.K.
niedziela, 29 czerwca 2014
Złote myśli III
Niedawno zdałam sobie sprawę, że się pomyliłam i dodałam nie ten rozdział, wiec dziś macie 2 :) milej lektury ^-^
***
Dawno temu,żyły sobie 2 przyjaciółki. Jedna blondynka (b) a druga szatynka (s). To nieważne jak się nazywały, w każdym razie miały po 15 lat. Chodziły do gimnazjum publicznego razem z innymi rówieśnikami. Obie miały dobre oceny,przyjaźń wielu osób. Ale pewnego dnia (s) doszła do wniosku,że czegoś im w życiu brakuje. Zaczęły się nad tym poważnie zastanawiać. Po wielu godzinach i trudach wspólnego myślenia odkryły czego im brakuje do szczęścia. Miłości. Niby nic,a tak wiele szczęścia daje. Przynajmniej tak słyszały. W klasie mieli kilku przystojniaków, ale jeden z nich wyróżniał się nie tylko wyglądem, ale także swoją wiedzą o świecie. Szatynce podobał się ten chłopak. Nigdy nie miała odwagi mu tego powiedzieć. I kiedy zebrała się pewnego dnia było już za późno. On też się zakochał. Niestety nie w szatynce. W klasowej piękności. Uważanej za jedną z najbardziej popularnych dziewczyn w szkole. Miała blond włosy, niebieskie oczy, szczupłe nogi,chudy brzuch. Była idealna. Nic dziwnego,że każdy chłopak ją uwielbiał. Bo dwie przyjaciółki,pomimo iż zabawne,wesołe i mądre,wyglądem nie umywały się do tej popularnej. Dlatego szatynka od czasu, gdy chłopak się zakochał, zaczęła się ciąć. Nikt oprócz (b) o tym nie wiedział. Dalej udawały,że wszystko jest ok. Ale wcale nie było. Minęło wiele miesięcy, godzin,dni,tygodni, a (s) cierpiała. Kiedy byli w 3 klasie, (b) postanowiła porozmawiać z chłopakiem. Podeszła do niego po lekcjach i powiedziała:
-Czemu jej to robisz?
-komu?
-nie udawaj,że nie wiesz.
-ehhh... nic jej nie zrobiłem.-zapierał się
-ty nie rozumiesz w jakim ona jest stanie!-wykrzyczała mu w twarz
-spokojnie, nic jej nie będzie
-nawet jej nie znasz! Nie wiesz do czego jest zdolna! Ostatnio powiedziała,że jeśli do wycieczki z nią NORMALNIE nie porozmawiasz to się zabije...- rozpłakała się
-nie zrobi tego, przecież jesteście przyjaciółkami
-nic o niej nie wiesz-dziewczyna płakała coraz więcej. Chłopak nie poradnie ją przytulił.-ona nie żartuje,jest zakochana, a ty nic nie rozumiesz. Nie... nie chcę....chcę jej...stra...stra stra stracić. -jąkała się
-i nie stracisz. Zobacz tam stoi- wskazał na szatynkę
-ona ma rany na rękach. Mówiła,że ma ich tyle ile razy ciebie nie było,gdy Cię potrzebowała...
-idź do niej-puścił ją, (b) udała się do przyjaciółki. Streściła jej rozmowę z chłopakiem. Nijak tego nie skomentowała.
***
Mijały tygodnie, ale (s) nie rozmawiała z chłopakiem. Stała się cicha i przygaszona. Nie była już sobą.
-(b) ja już nie mogę dłużej na niego czekać...
-co to ma znaczyć?
- to już mój koniec. Nie chcę się już dłużej męczyć. Przepraszam za wszystko.
-nie... nie nie nie nie. Nie możesz,nie rób mi tego,błagam-po twarzy blondynki spłynęła pierwsza łza,a za nią kolejne...
-przepraszam- wyszeptała szatynka
-nie rób mi tego,błagam. Nie dam rady żyć bez ciebie...
-musisz mi obiecać,że o mnie zapomnisz. Ułożysz sobie życie i będziesz szczęśliwa. Obiecaj mi to.
-ale...
- obiecaj
-niemogę. Nie potrafię. Kocham Cię jak siostrę.
-proszę zrób to. Obiecaj.
-nie. Nie mogę.
-proszę.
-spróbuję.
-dziękuję. Za wszystko. Powiedz mu że zrobiłam to dla niego. Umarłam z miłości. Do niego. A on nadal będzie to bagatelizował. Szkoda, że mi nie powiesz jak zareagował na moją śmierć.-zaśmiała się gorzko.-żegnaj siostrzyczko...-uśmiechnęła się,ale w jej oczach widać było łzy
-nie.-wyszeptała blondynka-proszę,on nie jest tego wart. Nie będę mogła spać po nocach. Bo cie kocham jak siostrę. Przecież wiesz.-łkała
-przepraszam za wszystko co złego ci zrobiłam i to co zaraz zrobię. Przepraszam.
-nie przepraszaj. Nie rób tego- łkała rozpaczliwie
-nie umiem inaczej. Żegnaj. -jedna,samotna łza spłynęła jej po policzku- pożegnajgo też ode mnie.
-Siostrzyczko...nie...-szepnęła- żegnaj-rozpłakała się. Ukochana przyjaciółka odeszła. Spadła,a raczej skoczyła z okna. Z uśmiechem. Triumfu i łzami pożegnania. Odeszła. Z godnością. Ze śmiercią. Jak równy z równym. Już na zawsze... po głowie blondynki chodziła tylko jedna myśl:" nie. Nie to nie prawda. Ona nie mogła umrzeć."ale wiedziała. Wiedziała,że to już koniec. Koniec przyjaźni. Koniec historii, którą razem tworzyły... Koniec przyjaźni. Koniec wspólnej przyszłości. Przez jednego chłopaka. Chłopaka,który zadecydował o śmierci najważniejszej osoby w życiu blondynki. Ale ona już nie miała siły myśleć. Płakała. Ciągle. Nieprzerwanie. Za wszystko co razem przeszły. Za wspomnienia. Za złe i dobre chwile w ich życiu. Płakała, bo już nigdy nie zobaczy przyjaciółki. Nigdy nie zobaczy jej uśmiechu. Ona już nigdy nie otworzy oczu. Nigdy się nie zaśmieje. Nigdy nic nie powie. Nigdy nie przytuli w trudnych chwilach. To już koniec jej życia. Przez chłopaka. Idiotę,który zabił jej przyjaciółkę.jej siostrzyczkę. A ona płakała. Nie potrafiła się uśmiechać. W szkole ignorowała wszystkich. Uczyła się dobrze dla niej. Dla uczczenia jej pamięci. A później poszła do liceum do którego miały iść razem i być szczęśliwe. Ale los chciał inaczej....
Po wielu latach blondynka znalazłachłopaka. On ją rozumiał i pocieszał. Mieli dzieci i jedno z nich nazwali imieniem przyjaciółki. "Magdalena"-tak brzmiało jej imię. Tej,która zmarła w imię miłości.
Koniec
Smutne? Tak. Czemu? Tylko takie mi wychodzą.
Komentujcie :3
J.M.
Złote myśli IV
Ile poświęciłabyś/poświęciłbyś dla przyjaciela? Życie? Reputację? Rodzinę? Innych znajomych? Pieniądze? Zdrowie? A może to wszystko razem?
Każda myśl po przebudzeniu. Każda myśl przed zaśnięciem. Ciągle myślę o niej. Mojej przyjaciółce. Ona... ona była i nie zapomnę o tym nigdy. Zawsze będzie w moim sercu. Tęsknię za nią... Do tego stopnia,że wiele nocy nie przesypiam bo zajmuje moje myśli.
***
Przyjaźniłyśmy się od września. Kilka miesięcy, a czuję się tak jakby była moją siostrą. Mówimy sobie o wszystkim. A przynajmniej tak było. Dziś jest 18 grudnia. A ona jest jakaś dziwna.
-co się stało?-pytam i przytulam ją
Ona jednak nie odpowiada. Stoimy tak pośrodku korytarza. Ale jesteśmy same. Po kilku minutach ciszy czuję jej łzy spływające po moim ramieniu.
-Aniu? (Bo tak się nazywała) co się dzieje?
-Nic-jąką się
- ktoś cię zranił?
-Nie...-szepcze, a jej głos się załamuje
-więc?
- On nie żyje. - i znów zaczyna płakać
-kto?
-mój tata- łka
-o mój Boże. Niech spoczywa w spokoju.
Ania przytula mnie mocniej. Już nic nie mówimy. Tylko stoimy tak samotne.
***
Minął miesiąc od śmierci taty Ani. Ona już nie płacze. Kryje smutek pod uśmiechem, ale tylko ja wiem co czuje naprawdę. Znam ten ból. Ja sama jestem sierotą. Z tą różnicą, że ja od urodzenia. Nie znałam rodziców. Ale znam ten ból. Ania już nie bywa wesoła. Nie śmieje się z żartów. Nie gra z nami. Często opuszcza lekcje. Przestała z nami rozmawiać. A ze mną też nie jest najlepiej. Ja powoli umieram. Mam raka. Ale nikt o tym nie wie. Moje życie jest trudne, ale pomagam Ani. Często za cenę własnego zdrowia. A gdy widzę, że ona sobie nie radzi ja przestaję mieć nadzieję. Bez niej moje życie traci sens. Ja też płaczę w nocy. Ale z nią jest gorzej z dnia na dzień. Już się nie uśmiecha. Na jej nadgarstkach widzę rany. Widzę łzy w jej oczach. I tak jest codziennie od kilku tygodni.
***
Dziś jest 14 luty. Dzień zakochanych. Dziś Ania nie płacze sama. Płaczę razem z nią. Bo my już nie mamy nikogo. Mama Ani nie chce jej znać. Moi rodzice zastępczy nawet się mną nie interesują. Idziemy razem do szkoły. Po drodze widzimy wiele zakochanych par. Moje serce ściska ból, na świadomość, że nigdy nie dożyje swojego ślubu. Bo ja umrę już niedługo. Podchodzi do nas chłopak, przedstawia się jako Filip i zaprasza Anię na kawę. Ania za moją namową się zgadza i umawiają się na 16. Ale w środku mnie coś pęka. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie dożyje Ani ślubu, nie dożyje jej męża, a może też nawet 1chłopaka. I czuje ból. Ból, bo muszę odejść zbyt wcześnie. Nie chcę tego.
***
Miesiąc temu miałam urodziny. Ani co prawda nie wyszło z tym chłopakiem, ale dostała wiele walentynek. Jak każda dziewczyna w mojej klasie. Tylko nie ja. Znów. Jak zwykle. Nikogo nie obchodzę. Ale przynajmniej moja przyjaciółka stała się trochę weselsza po kilku spotkaniach z chłopakami. Ale ja nadal cierpię, pomimo iż przestałam to okazywać.
***
Kolejny dzień pod tytułem "żyje bo musze". Oddaliłyśmy się z Anią od siebie. Przestałam chodzić do szkoły. Nic z niej nie wynosiłam. Poza tym mam świadomość, że nie przyda mi się nic nowego w moim życiu.
***
Mijają dni. Już nie wiem czy to ma sens. Moja egzystencja nie ma sensu. Dziś poszłam do lasu. Jest godzina 20. Czuję, że to już koniec. Nie będzie już nic dalej. Nie w moim życiu. Nawet się nie zakochałam, przykre. Dzwonię do Ani. Proszę żeby przyszła. Zjawia się szybko.
-Co się dzieje?
-Aniu, muszę Ci się przyznać do czegoś. Mam raka. Nie mówiłam ci bo nie chciałam cię martwić. Nie gniewaj się. To moje ostatnie chwile.
- dlaczego? Dlaczego ty..? -widzę w jej oczach łzy.
-Obiecaj mi coś. Proszę. Przyrzeknij, że o mnie zapomnisz i będziesz szczęśliwa. Tak bym nie musiała ingerować w Twoje życie, kiedy już umrę.
-nie umrzesz. -mówi stanowczo
-Obiecaj.
-Nie chcę.
-Proszę.
-Nie potrafię. - mówi i ucieka.
I znów jestem sama. Całkiem sama. Pośród mnie nie ma nic. Tylko las. Nic więcej. Czuję jak pierwsze łzy kształtują się pod moimi powiekami. Nie ma sensu ich trzymać. Kładę się na trawę i wsłuchując się w odgłosy lasu odchodzę. Zamykam oczy i czuję jak dusza opuszcza ciało. Nic już nie widzę. Czuję chłód. Czuję samotność. Bo skąd mogłabym wiedzieć, że moja przyjaciółka pobiegła po pomoc. Nie mogłam. I gdy ona przybiega z pomocą jest już za późno. Łzy coraz rzewniej płyną. Pochyla się nad moim lodowatym ciałem. Dotyka policzków. I cicho szepcze "obiecuję". Ktoś ją odciągnął i odwiózł do domu.
***
Minęły 3 lata odkąd Ania straciła mnie. Ma kochającego chłopaka, z którym jest już bardzo długo. Jest z nim szczęśliwa. Ale nie potrafi sobie wybaczyć, że nie było jej w najtrudniejszym momencie ukochanej osoby. W momencie śmierci. Znów czuje ten ból. Nie potrafi o nim zapomnieć. Bo to było i zniknęło. A ona tęskni. Gdyby nie jej chłopak dołączyła by do mnie. Ale ja cieszę się, że jeszcze nie musi tego czuć. Tego chłodu. Tego smutku, tej tęsknoty i bólu, ze świadomości, żezostawiła na Ziemi kogoś jej bardzo bliskiego. Cieszy mnie świadomość, że ma dla kogo żyć. Bo ja nie mogłam jej nawet pożegnać. Oby ona dostała więcej łaski od losu. Mam nadzieję, że zdąży pożegnać się z najbliższymi. Oby tak było.
Koniec
$
No to tak. Po pierwsze przepraszam osoby, które musiały tyle czekać. Niestety nie miałam czasu dodać tego szybciej. Naprawdę w mojej rodzinie pojawiła się choroba I strasznie to przeżywam. Postaram się dodać coś nowego dużo szybciej. Jeszcze raz bardzo przepraszam. I pozdrawiam wszystkich.
J.M.K.
środa, 4 czerwca 2014
Gdyby... Złote myśli 2
To wszystko. To całe życie. Czy ono kiedykolwiek będzie miało sens? Nie. Tego jestem pewna. Nigdy. Nie moje życie. Życie innych,być może. Ja nigdy nie zaznam szczęścia. Nie wiem co to miłość,przyjaźń, koleżanka,kolega. Nie miałam nikogo. Byłam sama. Nie miałam szczęścia w życiu. To samotność mnie wykańczała. Życie mnie nie oszczędzało. Ale mi nigdy nie przyszło do głowy żeby ze sobą skończyć. Nigdy. Nie wiem czemu. Rodzice? Oni niby mnie kochali. Niby. Czemu? Kupowali mi wiele rzeczy,ale nigdy nie mieli dla mnie czasu. Pracowali, kłócili się. Wiele razy słyszałam jak matka płakała. Ale kiedy ja kiedyś chciałam ją pocieszyć ona mnie odepchnęła. Powiedziała,że jest silna. Że nie chce współczucia. Straciłam ją. Ojciec?on się bał. Bał się kobiety z którą się ożenił. Tak po prostu. Ale któregoś dnia było jeszcze gorzej. On przysłał papiery rozwodowe. Wtedy ona się załamała. Płakała całą noc. Nie chciała mojej pomocy. Nie chciała mnie. Powiedziała,że chce mnie oddać. Bałam się, że to zrobi. Uciekłam. Nie wróciłam. (Początek)*1Ale nie przypominałam małej dziewczynki, która boi się spać w ciemności i idzie do rodziców. Nie zachowywałam się tak,bo nigdy nie miałam okazji nią być.*1 (koniec) Zawsze mówiono mi, że stanę się dorosła i zrozumiem. Nie zrozumiałam. Zapomniałam o nich. Gdzie byłam,co robiłam?żyłam w lesie. Wśród wilków. One mnie przyjęły i wychowały. Zwierzęta. Tylko one znalazły dla mnie miejsce w swoich domach. Dlatego dziś nienawidzę ludzi. Oni mnie zranili. Porzucili. Ale przeżyłam. Dzięki zwierzętom. Którym tyle zawdzięczam. Rodzice mnie nie kochali. Niesprawiedliwe? Bardzo. Ale takie jest życie. Ja już przywykłam. Poza tym rany na rękach goją się szybciej zmieszane ze śliną wilka. "Przepraszam, że tyle musieliście cierpieć. Wasza BYŁA córka" taki list wysłałam rodzicom. Brakowało mi ich przez pierwsze tygodnie, ale się przyzwyczaiłam. Zrozumiałam wiele rzeczy. Ale dziś cierpię. Znów. Moich przybranych "rodziców"-wilków zabito. Nie wybaczętego ludziom. Nigdy. Prze nigdy. Zbyt wiele niż zniszczyli w moim życiu. Może i źle zrobiłam, ale wtedy podbiegłam do tych ludzi i zabiłam ich. Po czym wróciłam do "rodziców" i byłam z nimi. Tylko tyle mogłam dla nich zrobić... kiedy już ich dusze opuściły ciała pochwałam ich. I wyłam. I płakałam. I tak na zmianę. Zbyt długo cierpiałam. Poszłam do ludzi. Weszłam do byłej szkoły. I teraz stoję na środku korytarza i płaczę pisząc te słowa. Mam nadzieję, że ktoś je opublikuje. Tego właśnie chcę. Pamięci o moich rodzicach i o mnie. Ale już czas. Mój koniec. Już czas połączyć się z rodzicami. Tymi wilczymi- prawdziwymi. Bo to ich kochałam. I kochać będę. Żegnaj świecie. Ja odchodzę na równi ze śmiercią. Śmierć nie jest mi straszna. Jest moim przyjacielem. Jedynym przyjacielem,który na mnie czekał. Nadchodzę. Żegnajcie głupi ludzie. Zapraszam śmierć. Do mojego serca. Pustego serca. Kochałam zwierzęta. Żegnajcie </3
***
1*-inspiracja blogiem. Nie jestem w stanie powiedzieć którym.
Oceniajcie
J.M. </3
niedziela, 11 maja 2014
A gdybym... czyli złote myśli I
Złote myśli
czasem myślę,że śmierć to najlepsze rozwiązanie. Wszystkim beze mnie byłoby lepiej. Wystarczy wziąć tabletki, przedtem napisać list to przyjaciółki i JEGO. Tego dla którego byłaś gotowa oddać życie... nie po to żeby się obwiniał,tylko po to by wiedział. A jeśli okazało by się,że on też Cię kocha?wtedy było by za późno... twój brat by Cię odnalazł "śpiącą" zawołałby rodziców, ale oni... ich przecież już nie ma... nie ma nikogo... młodszy brat zawołałby ojca... ojca, który pije,który nie widzi sensu w życiu. Ojca,który zadzwonił by po karetkę i w chwili przyjazdu nie było by go w domu. W domu zostałoby wspomnienie. Wspomnienie szczęścia, które jest złudne, złudne jak sen, jak marzenie o lataniu... czy to wszystko nie byłoby prostsze? O pogrzebie wiedziałaby cała szkoła. I na ten cholerny pogrzeb przyszłaby cała szkoła. Nauczyciele,uczniowie... i być może przez tydzień przychodziliby na twój grób. Ale po miesiącu, ba być może już po dwóch tygodniach, przychodziło by coraz mniej osób, aż w końcu nad twoim grobem pojawiła by się tylko Twoja przyjaciółka. Tylko ta,która cię kochała,która płakała po nocach jeszcze latami... bo jej zależało na tobie. Przez wiele lat nie mogła by znaleźć przyjaciółki,chłopaka, a nawet osoby, która by jej pomogła przez to przejść...i ona też by cierpiała. Aż do czasu kiedy twój brat dorósł by i odnalazł twój grób. Przyszedł by pogadać, o tym że wasz ojciec zmarł. On sam jest w miarę szczęśliwy i doskonale rozumie twój ból i decyzje. Aż pewnego dnia spotkał by twoją przyjaciółkę... Dowiedział by się o wielu rzeczach. Oboje by zrozumieli... a pewnego dnia po wielu takich spotkaniach zadecydowali by również "zasnąć"... Ale jemu by się nie udało... I dla uczczenia waszej pamięci złożył by jej ciało obok twojego,tak byście nawet po śmierci były przyjaciółkami. Bo on zrozumiał... wiedział by więcej niż ci głupi dorośli... a sam wychował by swoje dzieci i opowiedział im twoją historię, tak by każdego dnia mogli przychodzić i składać znicze i kwiaty na waszym(twoim i twojej przyjaciółki) grobie... i robił by to do końca swoich dni... A później jego dzieci kontynuowały by tę tradycję...
***
Mam nadzieję, że mi wybaczycie brak kolejnych rozdziałów ale jakoś nie potrafię tego dalej pisać. Oczywiście skończę to co zaczęłam ale poszukuję kogoś do pomocy :D i tu ukłon w waszą stronę: znacie kogoś kto ma dużo czasu na rozmowy na gg, na pisanie dramione itd? Jeśli kogoś znacie to podawajcie mi ich numer gg, bądź adresy stronek :) czekam na wasze opinie. Rozdział jeszcze się pojawi niedługo. Pozdrawiam i przepraszam & może lepiej zacznę pisać tego typu rzeczy? Co wy na to?
Julia Malfoy
środa, 23 kwietnia 2014
Rozdział III
Życie Hermiony Granger nie należało do łatwych. Z dnia na dzień życie ją przybijało coraz bardziej. Nadal świetnie się uczyła, ale przyjście... oni ją zawiedli...opuścili...
A zaczęło się to pewnej chmurnej soboty.
-Wcale nie!
-a właśnie że tak!
W dormitorium pewnych gryfonek trwała bitwa na poduszki.
-Kochasz go!- krzyczała szatynka
-a wcale nie!- odpowiadała ruda
Widok pół-nagich gryfonek walczących w kupie pierza mógł być dla zwykłego obserwatora dość dziwnym zjawiskiem.
-Gin, przyznaj że kochasz McLagena
-Hermi! Nawet mi o nim nie mów! On jest zwykłym gburem
-do tego przystojnym-dogryzała brązowooka
-Granger, ostrzegam Cię!
-ale o co Ci chodzi?-śmiała się Hermiona
- ty już dobrze wiesz o co!
Ginny dała za wygraną i obie opadły na swoje łóżka.
-podoba Ci się-stwierdziła dobitnie Miona
-Ugh. Nie skomentuję. A tobie? Kto się podoba?
-Hmmm... nie myślałam o tym od wakacji.
-to teraz pomyśl i mi powiedz.
-Myślę, że czuję coś do Rona
-myślisz? Umysł nie ma nic wspólnego z sercem.
- dobrze. Tak więc CZUJĘ coś do niego. Zadowolona?
Na twarz Ginny wypłynął uśmiech triumfu.
-wiedziałam.
-ale co?
- Miona nie zaczynaj znowu.
Obie się roześmiały i spojrzały na zegarek. Wskazywał 8:30.
-Miona! Mamy pół godziny do śniadania!
- Gin! Szybko ubieraj się!
Wesley'ówna szybko wzięła rzeczy i pobiegła do łazienki. Po 5 minutach wyszła już ubrana w czerwoną mini i żółtą bluzkę zapinaną na guziki a do tego karminowe szpilki. Hermiona już na nią czekała gotowa. Miała na sobie jasne jeansy i pomarańczowy top na ramiączkach a na nogach baletki koloru bluzki.
*Kolejny rzut oka na wiszący na ścianie zegar. 8:55*
-Ginny spóźnimy się na śniadanie!-poganiała przyjaciółkę, która nadal przeglądała się w lustrze.-i tak wyglądasz pięknie. A teraz chodź. Pociągnęła rudą i obie ruszyły w stronę Wielkiej Sali. Wejście miały BARDZO efektowne. Gdy tylko otworzyły drzwi wszystkie spojrzenia padły na nie.
-------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba bo ja nie mam przekonania co do tego rozdziału. Czekam z niecierpliwością na komentarze ;)
Julia Malfoy ^^
sobota, 19 kwietnia 2014
Rozdział II
Już dawno mnie tu nie było westchnęła Hermiona na widok ukochanego zamku
-Tak. A ile rzeczy już tu się stało- rozmarzyła się jej ruda przyjaciółka
-wiele przygód,historii do opowiadania...-kontynuowała Granger
W zamyśleniu kroczyły korytarzami szkoły. Nie po raz kolejny cisza była dla nich błoga. Oglądały Hogwart jakby znów były tu pierwszy raz. Nagle szatynka wpadła na coś, a raczej KOGOŚ. Ślizgon uśmiechnął się wrednie i powiedział:
-szlama Granger nie potrafi chodzić? Ooo, jak mi przykro-rzekł z udawanym zatroskaniem,gdy zauważył, że upuściła jakieś kartki. Po czym odwrócił się i odszedł.
-jak ja go nienawidzę- mruknęła pod nosem po czym zebrała kartki i razem z Gin odeszła. Ruda wiedziała, że jej przyjaciółka nienawidzi tego chłopaka. Nie dziwiła się z resztą. Ten chłopak oprócz kasy i wyglądu był podły, arogancki, ale co najważniejsze-nienawidził mugolaków.
-Że też musiałyśmy spotkać akurat jego-powiedziała skonsternowana Miona
-nie przejmuj się Mionka, dziś mamy się zabawić, więc nie możesz być smutna-uśmiechnęła się Ruda.
-Ginny co ty kombinujesz?
-Nie wiesz? Wszystkie domy urządzają dziś imprezy powitane.
No przecież,jak mogła zapomnieć? Ona, najlepsza, najmądrzejsza, najlepiej zorientowana dziewczyna w całym Hogwarcie-zapomniała o imprezie powitalnej!
~To niedorzeczne!~karciła się w myślach~co się ze mną dzieje?
-Hermi? Wszystko ok?- przyjaciółka machała jej przed twarzą
-Co? A, tak. Wszystko w porządku.
-Na pewno? Nie chcesz iść na bal? Źle się czujesz?-dopytywała ruda
-Ależ nie-zaprzeczyła szybko-na pewno będę-dodała z wymuszonym uśmiechem.
-Boisz się o swoją kreacje?
-Trochę- skłamała gładko.
~zaraz! Czy ona właśnie skłamała najlepszej przyjaciółce?! Co się z nią dzieje?! Czy to ten sekret z Australii? Nie niemożliwe. Najlepiej przestać o tym myśleć. ~skarciła się w duchu
W tym czasie ruda opowiadała jej już o tym co ubierze na imprezę oraz o tym, ilu chłopaków będzie chciało je poderwać. Szatynka jednak jej nie słuchała pogrążona w myślach. Konkretnie o pewnym łasicowatym draniu...
***
Na imprezie.
-Dobrze się bawisz?-wykrzyczał jej do ucha Ron
- nie najgorzej, ale muszę się przewietrzyć. SAMA-dodała widząc,że chłopak chce już otworzyć usta.
Wyszła przepychając się pomiędzy tańczącymi gryfonami. Opuściła pokój i skierowała się na błonia, gdzie w wolnych chwilach siadała i rozmyślała. I tym razem nogi skierowały ją w tamtą stronę. Spojrzała na zegarek. Była 21.00 a ona siedziała sama wśród otaczających ją rzadkich drzew. Na dworzu już c czuło się jesień. Liście zaczęły spadać, słońce już dawno zaszło, a zza chmury wyłonił się księżyc. Siedziała tak z dala od hałasu, trudu życia, od całego świata. Dopiero kiedy siedziała tu sama potrafiła się zrelaksować. Nagle jej błogą ciszę przerwał krzyk dobiegający gdzieś z lasu. Wystraszyła się i od razu pobiegła w tamtą stronę. Adrenalina-która zaczęła jej krążyć w żyłach szybciej, po tym jak usłyszała dźwięk bliżej,-kazała jej przyspieszyć. Ile sił w nogach pognała w stronę jego źródła. To co tam zobaczyła przeraziło ją nie na żarty.
Pod drzewem na skraju Zakazanego Lasu siedział z zakrwawioną koszulą, nie kto inny tylko...
~Nie to niemożliwe... co taka osoba mogłaby robić o tej porze poza zamkiem?~Nie myśląc dłużej pognała w tamtą stronę, gdyż nad głową tej osoby pojawił się hipogryf. Hermiona wydała z siebie pisk, ale nie zwolniła tempa. Dobiegła tam, wyjęła różdżkę i strzeliła pierwszym zaklęciem jakie jej przyszło do głowy. Bestia w szoku odsunęła się od nich pozwalając uciec.
-Wstań i biegnij-krzyknęła Hermiona. Chłopak posłuchał, ale gdy tylko się podniósł, syknął i prawie osunął się na ziemię. Oczywiście gdyby nie reakcja pewnej gryfonki, która natychmiast złapała chłopaka za rękę i zarzuciła go sobie na ramię. Musiała przyznać, chłopak do lekkich nie należał. Pobiegła szybko w stronę zamku nie oglądając się za siebie i wlokąc chłopaka za sobą. Dotarli do chatki Hagrida i Hermiona zapukała. Nadal bała się,że potwór wróci i zrobi im krzywdę. Po chwili drzwi otworzył im wysoki mężczyzna z kędzierzawą brodą i takimi włosami. Widząc stan chłopaka bez słowa wpuścił ich do środka i powiedział:
-zaczekajcie tu. Zaraz sprowadzę pomoc.- po czym pognał w stronę zamku. Osoby siedzące w małym domku zajęły miejsca na krzesłach.
-co ty robisz o tej porze w Zakazanym Lesie?-wydarła się Hermiona
Chłopak nie odpowiedział tylko skrzywił się z bólu, przyglądając się swoim butom. Był bardzo zmęczony i jak na razie nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Poza tym rany zadane przez hipogryfa bolały. Po chwili drzwi znów z hukiem się otworzyły i stanęła w nich McGonagal. Z wymalowaną na twarzy grozą, zwróciła się do Hagrida:
-Rubeusie, możesz zanieść tego ucznia do skrzydła szpitalnego?-powiedziała widząc stan chłopaka.
-tak, oczywiście Minervo.-Hagrid wziął chłopaka na ręce i wyszedł z nim.
-Panno Granger, zapraszam do mojego gabinetu. -Pani profesor- zaczęła Miona-nie czuję się najlepiej. Możemy porozmawiać jutro?-spytała błagalnie
-powiedz mi tylko co się stało.
- Uratowałam mu życie. Zaatakował go hipogryf. Tylko tyle widziałam.-dukała Miona
-Ech.-westchnęła nauczycielka- Dobrze. Niech pani idzie spać. Porozmawiamy jutro. Może coś sobie pani przypomni. Dobranoc.
Hermiona zdenerwowana wróciła do zamku i od razu udała się do swojego pokoju. Spojrzała na zegarek
~O Merlinie! Już dochodzi północ!~ pomyślała i przyspieszyła kroku. Kiedy weszła do pokoju wspólnego nikogo tam nie zauważyła. Udała się więc do dormitorium, które dzieliła z Ginny.
~Może chociaż jej udała się impreza~ pomyślała mimochodem. Gdy zobaczyła, że przyjaciółka śpi spokojnie sama też położyła się na łóżku. Myślała, że nie uda jej się zasnąć, ale już po chwili odpłynęła do krainy Morfeusza...
Jak wam się podobał rozdział? :) Ja nie jestem szczęśliwa. No ale cóż, początki :) czekam na komentarze ^-^
Pozdrawiam i życzę wesołych Świąt,
Julia Malfoy :3
piątek, 18 kwietnia 2014
Rozdział I
~Ogólny ład i porządek-pomyślała. Zabrała kufer i ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się jeszcze chwile na korytarzu spoglądając na swoje uśmiechnięte zdjęcie sprzed zaledwie kilku lat.
~Właśnie wtedy to się stało.-stłumiła łzy, które nagromadziły jej się pod powiekami i wyszła.
***
-No nareszcie. Ileż można czekać-powitała ją uśmiechnięta ruda dziewczyna, całując ją w policzek.
-To tak się wita przyjaciółkę?-roześmiała się Herma
-Oj przestań. Jak spędziłaś wakacje?-dopytywała ruda
-Nie najgorzej. Pierwszy miesiąc z rodzicami a drugi praktycznie tylko na kupowaniu książek, powtarzaniu materiału itd.
-Ech, ty się nigdy nie zmienisz-uśmiechnęła się Gin
-No cóż-westchnęła szatynka- A opowiadaj co u ciebie? Słyszałam, że spędzałaś czas w towarzystwie naszego Złotego Chłopca-tu dała rudej kuksańca w bok
-Noo...Tak...
-Coś się stało?-zaskoczona Hermiona spojrzała na przyjaciółkę ze smutkiem w oczach.
-Och, to nic. Po prostu po 2 miesiącach razem mam go trochę dość
-Rozumiem cię Gin
Później rozmowa zeszła na całkiem błahe tematy, a dziewczyny ani się obejrzały a już czas było wsiadać.
Ekspres Hogwart ruszył z masą-spragnionych wrażeń w czarodziejskim świecie, uczniów.
Wybaczcie,że rozdział dosyć krótki, ale chcę zacząć to pisać powoli tak by was zaciekawić. Więc cóż mam nadzieję, że znajdą się osoby chętne do przeczytania :) + mała informacja: POSZUKUJĘ BETY! Chętne osoby proszę o zgłaszanie się na gg: 50451083 :)
Tymczasem komentujcie! Pozdrawiam
Julia Malfoy
Wstęp :) + PROLOG
To tak. Witajcie! Jeśli przypadkiem spodobałby wam się ten blog to ja tam będę happy ;)
Dobra bez przedłużania. Ten blog będzie w 100% o Dramione. Wiem pełno takich blogów w necie itd, ale ja mam własny pomysł, który narodził się w mojej chorej głowie xD
Czas akcji: Przed bitwą o Hogwart, mniej więcej na 5-6 roku.
Bohaterowie: Hermiona Granger, Dracon Malfoy, Ginny i Ron Weasly, Harry Potter, Blaise Zabini i kilkoro innych, mniej ważnych osób.
Fabuła: Hermiona Granger- kujonka, uczennica Hogwartu. Jest na 5 roku, razem z Harrym Potterem, Ronem Wesleyem i jego siostrą Ginny. Hermiona ukrywa sekret, który od dłuższego czasu nie daje jej spokoju. Przyjaciele nie niczym nie mają pojęcia, a Ginny dowiedziała się niedawno. Mianowicie, dziewczyna przez nieuwagę na wakacjach w Australii wpadła w złe towarzystwo. Pewnej chmurnej nocy stało się coś okropnego. Tajemnicza osoba pojawiła się znikąd. Gdyby nie ona, Hermiona Granger już dawno była by martwa. Zdarzyło się to kilka lat temu. Po paru latach dziewczyna odnajduje zdjęcie z Australii i przypomina jej się wybawiciel. Dziewczyna jako nieustępliwa gryfonka postanawia odszukać wybawcę i mu podziękować. Kim okaże się ten heros? Herma z zamyślenia zaczęła zaniedbywać naukę. Co się stało z tą niegdyś mądrą i nieśmiałą dziewczyną? Jaki sekret skrywa Hermiona?
To tak.. Ja osobiście mam już wieleeee pomysłów jak dalej potoczy się akcja, ale mam nadzieję, że moja wena mnie nie opuści i znajdą się osoby chętne do dopingowania mnie :D
Pierwszy rozdział już niedługo. Wyczekujcie go :)
Julia Malfoy