niedziela, 6 lipca 2014

Przerywnik

To znów ja xd Przepraszam za moją nieobecność. Wstawię tu kilka zdjęć. Bo czuje się wina,że nic nie wstawiłam od dawna :/
Tak więc, zapraszam do oglądania. :3
J.K.

Info

No cóż, notka jest w fazie tworzenia. Pojawi się pewnie dziś w nocy :/ niestety wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez 2tygodnie :( jednak postaram się coś napisać i jak tylko wrócę to wstawię. A tymczasem życzę miłych wakacji i weny blogerom i blogerkom :33
J.K.

niedziela, 29 czerwca 2014

Złote myśli III

Niedawno zdałam sobie sprawę, że się pomyliłam i dodałam nie ten rozdział, wiec dziś macie 2 :) milej lektury ^-^
***
Dawno temu,żyły sobie 2 przyjaciółki. Jedna blondynka (b) a druga szatynka (s). To nieważne jak się nazywały, w każdym razie miały po 15 lat. Chodziły do gimnazjum publicznego razem z innymi rówieśnikami. Obie miały dobre oceny,przyjaźń wielu osób. Ale pewnego dnia (s) doszła do wniosku,że czegoś im w życiu brakuje. Zaczęły się nad tym poważnie zastanawiać. Po wielu godzinach i trudach wspólnego myślenia odkryły czego im brakuje do szczęścia. Miłości. Niby nic,a tak wiele szczęścia daje. Przynajmniej tak słyszały. W klasie mieli kilku przystojniaków, ale jeden z nich wyróżniał się nie tylko wyglądem, ale także swoją wiedzą o świecie. Szatynce podobał się ten chłopak. Nigdy nie miała odwagi mu tego powiedzieć. I kiedy zebrała się pewnego dnia było już za późno. On też się zakochał. Niestety nie w szatynce. W klasowej piękności. Uważanej za jedną z najbardziej popularnych dziewczyn w szkole. Miała blond włosy, niebieskie oczy, szczupłe nogi,chudy brzuch. Była idealna. Nic dziwnego,że każdy chłopak ją uwielbiał. Bo dwie przyjaciółki,pomimo iż zabawne,wesołe i mądre,wyglądem nie umywały się do tej popularnej. Dlatego szatynka od czasu, gdy chłopak się zakochał, zaczęła się ciąć. Nikt oprócz (b) o tym nie wiedział. Dalej udawały,że wszystko jest ok. Ale wcale nie było. Minęło wiele miesięcy, godzin,dni,tygodni, a (s) cierpiała. Kiedy byli w 3 klasie, (b) postanowiła porozmawiać z chłopakiem. Podeszła do niego po lekcjach i powiedziała:
-Czemu jej to robisz?
-komu?
-nie udawaj,że nie wiesz.
-ehhh... nic jej nie zrobiłem.-zapierał się
-ty nie rozumiesz w jakim ona jest stanie!-wykrzyczała mu w twarz
-spokojnie, nic jej nie będzie
-nawet jej nie znasz! Nie wiesz do czego jest zdolna! Ostatnio powiedziała,że jeśli do wycieczki z nią NORMALNIE nie porozmawiasz to się zabije...- rozpłakała się
-nie zrobi tego, przecież jesteście przyjaciółkami
-nic o niej nie wiesz-dziewczyna płakała coraz więcej. Chłopak nie poradnie ją przytulił.-ona nie żartuje,jest zakochana, a ty nic nie rozumiesz. Nie... nie chcę....chcę jej...stra...stra stra stracić. -jąkała się
-i nie stracisz. Zobacz tam stoi- wskazał na szatynkę
-ona ma rany na rękach. Mówiła,że ma ich tyle ile razy ciebie nie było,gdy Cię potrzebowała...
-idź do niej-puścił ją, (b) udała się do przyjaciółki. Streściła jej rozmowę z chłopakiem. Nijak tego nie skomentowała.
***
Mijały tygodnie, ale (s) nie rozmawiała z chłopakiem. Stała się cicha i przygaszona. Nie była już sobą.
-(b) ja już nie mogę dłużej na niego czekać...
-co to ma znaczyć?
- to już mój koniec. Nie chcę się już dłużej męczyć. Przepraszam za wszystko.
-nie... nie nie nie nie. Nie możesz,nie rób mi tego,błagam-po twarzy blondynki spłynęła pierwsza łza,a za nią kolejne...
-przepraszam-  wyszeptała szatynka
-nie rób mi tego,błagam. Nie dam rady żyć bez ciebie...
-musisz mi obiecać,że o mnie zapomnisz. Ułożysz sobie życie i będziesz szczęśliwa.  Obiecaj mi to.
-ale...
- obiecaj
-niemogę. Nie potrafię. Kocham Cię jak siostrę.
-proszę zrób to. Obiecaj.
-nie. Nie mogę.
-proszę.
-spróbuję.
-dziękuję. Za wszystko. Powiedz mu że zrobiłam to dla niego. Umarłam z miłości. Do niego. A on nadal będzie to bagatelizował. Szkoda, że mi nie powiesz jak zareagował na moją śmierć.-zaśmiała się gorzko.-żegnaj siostrzyczko...-uśmiechnęła się,ale w jej oczach widać było łzy
-nie.-wyszeptała blondynka-proszę,on nie jest tego wart. Nie będę mogła spać po nocach. Bo cie kocham jak siostrę. Przecież wiesz.-łkała
-przepraszam za wszystko co złego ci zrobiłam i to co zaraz zrobię. Przepraszam.
-nie przepraszaj. Nie rób tego- łkała rozpaczliwie
-nie umiem inaczej. Żegnaj. -jedna,samotna łza spłynęła jej po policzku- pożegnajgo też ode mnie.
-Siostrzyczko...nie...-szepnęła- żegnaj-rozpłakała się. Ukochana przyjaciółka odeszła. Spadła,a raczej skoczyła z okna. Z uśmiechem. Triumfu i łzami pożegnania. Odeszła. Z godnością. Ze śmiercią. Jak równy z równym. Już na zawsze... po głowie blondynki chodziła tylko jedna myśl:" nie. Nie to nie prawda. Ona nie mogła umrzeć."ale wiedziała. Wiedziała,że to już koniec. Koniec przyjaźni. Koniec historii, którą razem tworzyły... Koniec przyjaźni. Koniec wspólnej przyszłości. Przez jednego chłopaka. Chłopaka,który zadecydował o śmierci najważniejszej osoby w życiu blondynki. Ale ona już nie miała siły myśleć. Płakała. Ciągle. Nieprzerwanie. Za wszystko co razem przeszły. Za wspomnienia. Za złe i dobre chwile w ich życiu. Płakała, bo już nigdy nie zobaczy przyjaciółki. Nigdy nie zobaczy jej uśmiechu. Ona już nigdy nie otworzy oczu. Nigdy się nie zaśmieje. Nigdy nic nie powie. Nigdy nie przytuli w trudnych chwilach. To już koniec jej życia. Przez chłopaka. Idiotę,który zabił jej przyjaciółkę.jej siostrzyczkę. A ona płakała. Nie potrafiła się uśmiechać. W szkole ignorowała wszystkich. Uczyła się dobrze dla niej. Dla uczczenia jej pamięci. A później poszła do liceum do którego miały iść razem i być szczęśliwe. Ale los chciał inaczej....
Po wielu latach blondynka znalazłachłopaka. On ją rozumiał i pocieszał. Mieli dzieci i jedno z nich nazwali imieniem przyjaciółki. "Magdalena"-tak brzmiało jej imię. Tej,która zmarła w imię miłości.
Koniec

Smutne? Tak. Czemu? Tylko takie mi wychodzą.
Komentujcie :3
J.M.

Złote myśli IV

Ile poświęciłabyś/poświęciłbyś dla przyjaciela? Życie? Reputację? Rodzinę? Innych znajomych? Pieniądze? Zdrowie? A może to wszystko razem?
Każda myśl po przebudzeniu. Każda myśl przed zaśnięciem. Ciągle myślę o niej. Mojej przyjaciółce. Ona... ona była i nie zapomnę o tym nigdy. Zawsze będzie w moim sercu. Tęsknię za nią... Do tego stopnia,że wiele nocy nie przesypiam bo zajmuje moje myśli.
***
Przyjaźniłyśmy się od września. Kilka miesięcy, a czuję się tak jakby była moją siostrą. Mówimy sobie o wszystkim. A przynajmniej tak było. Dziś jest 18 grudnia. A ona jest jakaś dziwna.
-co się stało?-pytam i przytulam ją
Ona jednak nie odpowiada. Stoimy tak pośrodku korytarza. Ale jesteśmy same. Po kilku minutach ciszy czuję jej łzy spływające po moim ramieniu.
-Aniu? (Bo tak się nazywała) co się dzieje?
-Nic-jąką się
- ktoś cię zranił?
-Nie...-szepcze, a jej głos się załamuje
-więc?
- On nie żyje. - i znów zaczyna płakać
-kto?
-mój tata- łka
-o mój Boże. Niech spoczywa w spokoju.
Ania przytula mnie mocniej. Już nic nie mówimy. Tylko stoimy tak samotne.
***
Minął miesiąc od śmierci taty Ani. Ona już nie płacze.  Kryje smutek pod uśmiechem, ale tylko ja wiem co czuje naprawdę. Znam ten ból. Ja sama jestem sierotą. Z tą różnicą, że ja od urodzenia. Nie znałam rodziców. Ale znam ten ból. Ania już nie bywa wesoła. Nie śmieje się z żartów. Nie gra z nami. Często opuszcza lekcje. Przestała z nami rozmawiać. A ze mną też nie jest najlepiej. Ja powoli umieram. Mam raka. Ale nikt o tym nie wie. Moje życie jest trudne, ale pomagam Ani. Często za cenę własnego zdrowia. A gdy widzę, że ona sobie nie radzi ja przestaję mieć nadzieję. Bez niej moje życie traci sens. Ja też płaczę w nocy. Ale z nią jest gorzej z dnia na dzień. Już się nie uśmiecha. Na jej nadgarstkach widzę rany. Widzę łzy w jej oczach. I tak jest codziennie od kilku tygodni.
***
Dziś jest 14 luty. Dzień zakochanych. Dziś Ania nie płacze sama. Płaczę razem z nią. Bo my już nie mamy nikogo.  Mama Ani nie chce jej znać. Moi rodzice zastępczy nawet się mną nie interesują. Idziemy razem do szkoły.  Po drodze widzimy wiele zakochanych par. Moje serce ściska ból, na świadomość, że nigdy nie dożyje swojego ślubu. Bo ja umrę już niedługo. Podchodzi do nas chłopak, przedstawia się jako Filip i zaprasza Anię na kawę. Ania za moją namową się zgadza i umawiają się na 16. Ale w środku mnie coś pęka. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie dożyje Ani ślubu, nie dożyje jej męża, a może też nawet 1chłopaka. I czuje ból. Ból, bo muszę odejść zbyt wcześnie. Nie chcę tego.
***
Miesiąc temu miałam urodziny. Ani co prawda nie wyszło z tym chłopakiem, ale dostała wiele walentynek. Jak każda dziewczyna w mojej klasie. Tylko nie ja. Znów. Jak zwykle. Nikogo nie obchodzę. Ale przynajmniej moja przyjaciółka stała się trochę weselsza po kilku spotkaniach z chłopakami. Ale ja nadal cierpię, pomimo iż przestałam to okazywać.
***
Kolejny dzień pod tytułem "żyje bo musze". Oddaliłyśmy się z Anią od siebie. Przestałam chodzić do szkoły. Nic z niej nie wynosiłam. Poza tym mam świadomość, że nie przyda mi się nic nowego w moim życiu.
***
Mijają dni. Już nie wiem czy to ma sens. Moja egzystencja nie ma sensu. Dziś poszłam do lasu. Jest godzina 20. Czuję, że to już koniec. Nie będzie już nic dalej. Nie w moim życiu. Nawet się nie zakochałam, przykre. Dzwonię do Ani. Proszę żeby przyszła. Zjawia się szybko.
-Co się dzieje?
-Aniu, muszę Ci się przyznać do czegoś. Mam raka. Nie mówiłam ci bo nie chciałam cię martwić. Nie gniewaj się. To moje ostatnie chwile.
- dlaczego? Dlaczego ty..? -widzę w jej oczach łzy.
-Obiecaj mi coś. Proszę. Przyrzeknij, że o mnie zapomnisz i będziesz szczęśliwa. Tak bym nie musiała ingerować w Twoje życie, kiedy już umrę.
-nie umrzesz. -mówi stanowczo
-Obiecaj.
-Nie chcę.
-Proszę.
-Nie potrafię. - mówi i ucieka.
I znów jestem sama. Całkiem sama. Pośród mnie nie ma nic. Tylko las. Nic więcej. Czuję jak pierwsze łzy kształtują się pod moimi powiekami. Nie ma sensu ich trzymać. Kładę się na trawę i wsłuchując się w odgłosy lasu odchodzę.  Zamykam oczy i czuję jak dusza opuszcza ciało. Nic już nie widzę. Czuję chłód. Czuję samotność. Bo skąd mogłabym wiedzieć, że moja przyjaciółka pobiegła po pomoc. Nie mogłam. I gdy ona przybiega z pomocą jest już za późno. Łzy coraz rzewniej płyną.  Pochyla się nad moim lodowatym ciałem.  Dotyka policzków. I cicho szepcze "obiecuję". Ktoś ją odciągnął i odwiózł do domu.
***
Minęły 3 lata odkąd Ania straciła mnie. Ma kochającego chłopaka, z którym jest już bardzo długo. Jest z nim szczęśliwa. Ale nie potrafi sobie wybaczyć, że nie było jej w najtrudniejszym momencie ukochanej osoby.  W momencie śmierci. Znów czuje ten ból. Nie potrafi o nim zapomnieć. Bo to było i zniknęło. A ona tęskni. Gdyby nie jej chłopak dołączyła by do mnie. Ale ja cieszę się, że jeszcze nie musi tego czuć. Tego chłodu. Tego smutku, tej tęsknoty i bólu, ze świadomości, żezostawiła na Ziemi kogoś jej bardzo bliskiego. Cieszy mnie świadomość, że ma dla kogo żyć. Bo ja nie mogłam jej nawet pożegnać. Oby ona dostała więcej łaski od losu. Mam nadzieję, że zdąży pożegnać się z najbliższymi. Oby tak było.
Koniec

$
No to tak.  Po pierwsze przepraszam osoby, które musiały tyle czekać. Niestety nie miałam czasu dodać tego szybciej. Naprawdę w mojej rodzinie pojawiła się choroba I strasznie to przeżywam. Postaram się dodać coś nowego dużo szybciej. Jeszcze raz bardzo przepraszam. I pozdrawiam wszystkich.
J.M.K.

środa, 4 czerwca 2014

Gdyby... Złote myśli 2

To wszystko. To całe życie. Czy ono kiedykolwiek będzie miało sens? Nie. Tego jestem pewna. Nigdy. Nie moje życie. Życie innych,być może. Ja nigdy nie zaznam szczęścia. Nie wiem co to miłość,przyjaźń, koleżanka,kolega. Nie miałam nikogo. Byłam sama. Nie miałam szczęścia w życiu. To samotność mnie wykańczała. Życie mnie nie oszczędzało. Ale mi nigdy nie przyszło do głowy żeby ze sobą skończyć. Nigdy. Nie wiem czemu. Rodzice? Oni niby mnie kochali. Niby. Czemu? Kupowali mi wiele rzeczy,ale nigdy nie mieli dla mnie czasu. Pracowali, kłócili się. Wiele razy słyszałam jak matka płakała. Ale kiedy ja kiedyś chciałam ją pocieszyć ona mnie odepchnęła. Powiedziała,że jest silna. Że nie chce współczucia. Straciłam ją. Ojciec?on się bał. Bał się kobiety z którą się ożenił. Tak po prostu. Ale któregoś dnia było jeszcze gorzej. On przysłał papiery rozwodowe. Wtedy ona się załamała. Płakała całą noc. Nie chciała mojej pomocy. Nie chciała mnie. Powiedziała,że chce mnie oddać. Bałam się, że to zrobi. Uciekłam. Nie wróciłam. (Początek)*1Ale nie przypominałam małej dziewczynki, która boi się spać w ciemności i idzie do rodziców. Nie zachowywałam się tak,bo nigdy nie miałam okazji nią być.*1 (koniec) Zawsze mówiono mi, że stanę się dorosła i zrozumiem. Nie zrozumiałam. Zapomniałam o nich. Gdzie byłam,co robiłam?żyłam w lesie. Wśród wilków. One mnie przyjęły i wychowały. Zwierzęta. Tylko one znalazły dla mnie miejsce w swoich domach. Dlatego dziś nienawidzę ludzi. Oni mnie zranili. Porzucili. Ale przeżyłam. Dzięki zwierzętom. Którym tyle zawdzięczam. Rodzice mnie nie kochali. Niesprawiedliwe? Bardzo. Ale takie jest życie. Ja już przywykłam. Poza tym rany na rękach goją się szybciej zmieszane ze śliną wilka. "Przepraszam, że tyle musieliście cierpieć. Wasza BYŁA córka" taki list wysłałam rodzicom. Brakowało mi ich przez pierwsze tygodnie, ale się przyzwyczaiłam. Zrozumiałam wiele rzeczy. Ale dziś cierpię. Znów. Moich przybranych "rodziców"-wilków zabito. Nie wybaczętego ludziom. Nigdy. Prze nigdy. Zbyt wiele niż zniszczyli w moim życiu. Może i źle zrobiłam, ale wtedy podbiegłam do tych ludzi i zabiłam ich. Po czym wróciłam do "rodziców" i byłam z nimi.  Tylko tyle mogłam dla nich zrobić... kiedy już ich dusze opuściły ciała pochwałam ich. I wyłam. I płakałam. I tak na zmianę.  Zbyt długo cierpiałam. Poszłam do ludzi. Weszłam do byłej szkoły. I teraz stoję na środku korytarza i płaczę pisząc te słowa. Mam nadzieję, że ktoś je opublikuje. Tego właśnie chcę. Pamięci o moich rodzicach i o mnie. Ale już czas. Mój koniec. Już czas połączyć się z rodzicami. Tymi wilczymi- prawdziwymi. Bo to ich kochałam. I kochać będę. Żegnaj świecie. Ja odchodzę na równi ze śmiercią. Śmierć nie jest mi straszna. Jest moim przyjacielem. Jedynym przyjacielem,który na mnie czekał. Nadchodzę.  Żegnajcie głupi ludzie. Zapraszam śmierć. Do mojego serca. Pustego serca. Kochałam zwierzęta. Żegnajcie </3

***
1*-inspiracja blogiem.  Nie jestem w stanie powiedzieć którym.

Oceniajcie
J.M. </3