Już dawno mnie tu nie było westchnęła Hermiona na widok ukochanego zamku
-Tak. A ile rzeczy już tu się stało- rozmarzyła się jej ruda przyjaciółka
-wiele przygód,historii do opowiadania...-kontynuowała Granger
W zamyśleniu kroczyły korytarzami szkoły. Nie po raz kolejny cisza była dla nich błoga. Oglądały Hogwart jakby znów były tu pierwszy raz. Nagle szatynka wpadła na coś, a raczej KOGOŚ. Ślizgon uśmiechnął się wrednie i powiedział:
-szlama Granger nie potrafi chodzić? Ooo, jak mi przykro-rzekł z udawanym zatroskaniem,gdy zauważył, że upuściła jakieś kartki. Po czym odwrócił się i odszedł.
-jak ja go nienawidzę- mruknęła pod nosem po czym zebrała kartki i razem z Gin odeszła. Ruda wiedziała, że jej przyjaciółka nienawidzi tego chłopaka. Nie dziwiła się z resztą. Ten chłopak oprócz kasy i wyglądu był podły, arogancki, ale co najważniejsze-nienawidził mugolaków.
-Że też musiałyśmy spotkać akurat jego-powiedziała skonsternowana Miona
-nie przejmuj się Mionka, dziś mamy się zabawić, więc nie możesz być smutna-uśmiechnęła się Ruda.
-Ginny co ty kombinujesz?
-Nie wiesz? Wszystkie domy urządzają dziś imprezy powitane.
No przecież,jak mogła zapomnieć? Ona, najlepsza, najmądrzejsza, najlepiej zorientowana dziewczyna w całym Hogwarcie-zapomniała o imprezie powitalnej!
~To niedorzeczne!~karciła się w myślach~co się ze mną dzieje?
-Hermi? Wszystko ok?- przyjaciółka machała jej przed twarzą
-Co? A, tak. Wszystko w porządku.
-Na pewno? Nie chcesz iść na bal? Źle się czujesz?-dopytywała ruda
-Ależ nie-zaprzeczyła szybko-na pewno będę-dodała z wymuszonym uśmiechem.
-Boisz się o swoją kreacje?
-Trochę- skłamała gładko.
~zaraz! Czy ona właśnie skłamała najlepszej przyjaciółce?! Co się z nią dzieje?! Czy to ten sekret z Australii? Nie niemożliwe. Najlepiej przestać o tym myśleć. ~skarciła się w duchu
W tym czasie ruda opowiadała jej już o tym co ubierze na imprezę oraz o tym, ilu chłopaków będzie chciało je poderwać. Szatynka jednak jej nie słuchała pogrążona w myślach. Konkretnie o pewnym łasicowatym draniu...
***
Na imprezie.
-Dobrze się bawisz?-wykrzyczał jej do ucha Ron
- nie najgorzej, ale muszę się przewietrzyć. SAMA-dodała widząc,że chłopak chce już otworzyć usta.
Wyszła przepychając się pomiędzy tańczącymi gryfonami. Opuściła pokój i skierowała się na błonia, gdzie w wolnych chwilach siadała i rozmyślała. I tym razem nogi skierowały ją w tamtą stronę. Spojrzała na zegarek. Była 21.00 a ona siedziała sama wśród otaczających ją rzadkich drzew. Na dworzu już c czuło się jesień. Liście zaczęły spadać, słońce już dawno zaszło, a zza chmury wyłonił się księżyc. Siedziała tak z dala od hałasu, trudu życia, od całego świata. Dopiero kiedy siedziała tu sama potrafiła się zrelaksować. Nagle jej błogą ciszę przerwał krzyk dobiegający gdzieś z lasu. Wystraszyła się i od razu pobiegła w tamtą stronę. Adrenalina-która zaczęła jej krążyć w żyłach szybciej, po tym jak usłyszała dźwięk bliżej,-kazała jej przyspieszyć. Ile sił w nogach pognała w stronę jego źródła. To co tam zobaczyła przeraziło ją nie na żarty.
Pod drzewem na skraju Zakazanego Lasu siedział z zakrwawioną koszulą, nie kto inny tylko...
~Nie to niemożliwe... co taka osoba mogłaby robić o tej porze poza zamkiem?~Nie myśląc dłużej pognała w tamtą stronę, gdyż nad głową tej osoby pojawił się hipogryf. Hermiona wydała z siebie pisk, ale nie zwolniła tempa. Dobiegła tam, wyjęła różdżkę i strzeliła pierwszym zaklęciem jakie jej przyszło do głowy. Bestia w szoku odsunęła się od nich pozwalając uciec.
-Wstań i biegnij-krzyknęła Hermiona. Chłopak posłuchał, ale gdy tylko się podniósł, syknął i prawie osunął się na ziemię. Oczywiście gdyby nie reakcja pewnej gryfonki, która natychmiast złapała chłopaka za rękę i zarzuciła go sobie na ramię. Musiała przyznać, chłopak do lekkich nie należał. Pobiegła szybko w stronę zamku nie oglądając się za siebie i wlokąc chłopaka za sobą. Dotarli do chatki Hagrida i Hermiona zapukała. Nadal bała się,że potwór wróci i zrobi im krzywdę. Po chwili drzwi otworzył im wysoki mężczyzna z kędzierzawą brodą i takimi włosami. Widząc stan chłopaka bez słowa wpuścił ich do środka i powiedział:
-zaczekajcie tu. Zaraz sprowadzę pomoc.- po czym pognał w stronę zamku. Osoby siedzące w małym domku zajęły miejsca na krzesłach.
-co ty robisz o tej porze w Zakazanym Lesie?-wydarła się Hermiona
Chłopak nie odpowiedział tylko skrzywił się z bólu, przyglądając się swoim butom. Był bardzo zmęczony i jak na razie nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Poza tym rany zadane przez hipogryfa bolały. Po chwili drzwi znów z hukiem się otworzyły i stanęła w nich McGonagal. Z wymalowaną na twarzy grozą, zwróciła się do Hagrida:
-Rubeusie, możesz zanieść tego ucznia do skrzydła szpitalnego?-powiedziała widząc stan chłopaka.
-tak, oczywiście Minervo.-Hagrid wziął chłopaka na ręce i wyszedł z nim.
-Panno Granger, zapraszam do mojego gabinetu. -Pani profesor- zaczęła Miona-nie czuję się najlepiej. Możemy porozmawiać jutro?-spytała błagalnie
-powiedz mi tylko co się stało.
- Uratowałam mu życie. Zaatakował go hipogryf. Tylko tyle widziałam.-dukała Miona
-Ech.-westchnęła nauczycielka- Dobrze. Niech pani idzie spać. Porozmawiamy jutro. Może coś sobie pani przypomni. Dobranoc.
Hermiona zdenerwowana wróciła do zamku i od razu udała się do swojego pokoju. Spojrzała na zegarek
~O Merlinie! Już dochodzi północ!~ pomyślała i przyspieszyła kroku. Kiedy weszła do pokoju wspólnego nikogo tam nie zauważyła. Udała się więc do dormitorium, które dzieliła z Ginny.
~Może chociaż jej udała się impreza~ pomyślała mimochodem. Gdy zobaczyła, że przyjaciółka śpi spokojnie sama też położyła się na łóżku. Myślała, że nie uda jej się zasnąć, ale już po chwili odpłynęła do krainy Morfeusza...
Jak wam się podobał rozdział? :) Ja nie jestem szczęśliwa. No ale cóż, początki :) czekam na komentarze ^-^
Pozdrawiam i życzę wesołych Świąt,
Julia Malfoy :3